Ceny jaj w 2017 jak i również 2018 roku

"Do ukończenia roku nie należy spodziewać się spadku cen jaj". Taki stan może upierać się dłużej

Ceny jaj trzymają się na wysokim pułapie i do samego końca 2017 roku już tak raczej pozostanie – zapowiada ekspertka BGŻ BNP Paribas Magdalena Kowalewska. A to tylko pewien z produktów, które mogą jeszcze podrożeć do świąt Bożego Narodzenia.

Pod koniec listopada ceny jaj były o 45 proc. wyższe niż przed rokiem, wynosiły 54, 9 zł/100 sztuk – informuje Kowalska. Z kolei według danych resortu rolnictwa, w poniższym sezonie przeciętnie zakłady pakujące sprzedawały jaja konsumpcyjne:

  • klasy L po 58, 7 zł/100 szt., innymi słowy aż o 53 proc. więcej niż przed rokiem.
  • klasy M po 52, 5 zł/100 szt., czyli o 38 proc. drożej w relacji rocznej.
  • jaja kierowane do odwiedzenia przetwórstwa po 7590 zł/t, czyli ponad 2, 5-krotnie więcej r/r.

Jak komentuje Kowalewska, wzrost opłat jaj konsumpcyjnych widoczny wydaje się być w handlu detalicznym, jednakże nie jest aż tak znaczący, jak w sytuacji cen zbytu:

Spośród danych GUS wynika, hdy w październiku br. za 1 świeże jajo kurze trzeba było zapłacić 0, 55 zł, czyli na temat 6 proc. więcej aniżeli we wrześniu i na temat 12 proc. więcej niźli przed rokiem. Wysokie koszta jaj na rynku krajowym wynikają głównie ze zwiększonego popytu importowego.

Taka sytuacja jest konsekwencją wybicia stad kur niosek w wyniku wykrycia fipronilu na fermach w wielu krajach unijnych, problemów związanych z salmonellą, oraz grypą ptaków we Włoszech, które są innym, po Francji, największym wytwórcą jaj w UE.

Dlaczego jaja w Naszym kraju drożały?

Według ekspertki spadku cen jaj nie powinno się spodziewać się do ukończenia 2017 roku, choć ma możliwość nastąpić wyhamowanie ich przyrostu. Dzieje się tak pomiędzy innymi ze względu na popyt zewnętrzny, przez który importowaliśmy w 2017 roku o dziesięciu proc. jaj więcej niż rok wcześniej. W ujęciu wartościowym wzrost ten był jeszcze silniejszy i wyniósł aż 29 proc. Dzięki temu Polska jest jednym z największych eksporterów jaj przy Europie, ale i ucierpiały za zakupach grupowych zapasy tego towaru w rodzimych sklepach.

W 2017 roku znacząco wzrósł wywóz jaj do odwiedzenia naszych głównych odbiorców:

  • do Niemiec zwiększył się o 45 proc., do 73 tys. t.
  • do Holandii na temat ponad 70 proc.

Wartość sprzedanych jaj była ponaddwukrotnie większa. Więcej wyeksportowaliśmy też na Węgry jak i również do Francji. Jak objaśnia Kowalewska, "zwiększony popyt importowy na polskie jaja może utrzymać się również przy pierwszym kwartale 2018 r., dopóki nie zostanie odbudowane pogłowie kur niosek przy krajach, które najbardziej ucierpiały w następstwie tzw. afery wraz z fipronilem".

Dodatkowym czynnikiem hamującym ewentualne upadki cen do końca br., poza silnym popytem zewnętrznym, jest zwiększony popyt własny, związany z okresem świąt Bożego Narodzenia – zaznacza ekspertka.

Drobiarze przestrzegają: jajka mogą być wciąż droższe

Jednocześnie Piotr Lisiecki, prezes Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz, wskazuje przy rozmowie z PAP, hdy nowy projekt resortu rolnictwa może dodatkowo przyczynić się do podwyżki cen jaj.

Chodzi o program zwalczania salmonelli. Właśnie zakończyły się konsultacje projektu rozporządzenia ministra rolnictwa w tej sprawie. Program ma poprawiać sposoby zapobiegania oraz zwalczania zakażeń salmonellą kur nieśnych w 2018 roku.

Zdaniem Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz (KIPDiP) bezpośrednim efektem wynikającym z wprowadzenia nowych przepisów rozporządzenia, a w szczególności braku możliwości uzyskania przez hodowców odszkodowania z tytułu likwidacji zakażonych salmonellą stad towarowych kur niosek, będą bankructwa rolników zajmujących się wytwarzaniem jaj.

Zdaniem Lisieckiego obecny system odszkodowań dla rolników gwarantuje, że przy najmniejszym podejrzeniu zakażenia salmonellą jaja są natychmiast wycofywane z rynku przez samych producentów. Nowa sytuacja i widmo bankructwa może sprowadzić, że producenci nie będą już tak czujni – zaznacza prezes.

Zobacz też: Cena jajek po Polsce to historia jak na przykład z dreszczowca. Unia Europejska nieźle namieszała.

Krajowa Izba Producentów Drobiu i Pasz nie zgadza się z twierdzeniami resortu rolnictwa, który wskazuje na "konieczność wprowadzenia zmiany środków założonych w programie" na skutek "pogarszającej się sytuacji epizootycznej" po Polsce i w Polsce, której przyczyną mają być produkowane w Polsce moszna.

Zdaniem Lisieckiego rozpatrywanie informacji zawartych w programie (ostrzegania o skażonej żywności) RASSF dowodzi, że zbytnio trudną sytuację nie należy obwiniać producentów i przetworów, a większość zgłoszeń dotyczących salmonelli odnosi się do odwiedzenia innych produktów rolnych. Jakim sposobem podaje Izba, w systemie RASFF, od 1 stycznia do 24 października br. odnotowano 403 zgłoszenia dotyczące salmonelli w Unii Europejskiej, z tego 49 dotyczyło Polski, w tym 45 mięsa, a tylko cztery jaj. Jak wyjaśnia Lisiecki:

Jeśli minister rolnictwa wyda rozporządzenie w projektowanej formie, to proponowane przepisy mają możliwość doprowadzić do istotnego pogorszenia sytuacji epizootycznej.

Jeśli bowiem w myśl projektowanych przepisów lekarz weterynarii odrzucić wyda nakazu likwidacji stada kur niosek, a wyłącznie wyda decyzję administracyjną nakazującą kierowanie jaj do przetwórstwa, to zakażone stado będzie stanowiło potencjalne ryzyko na rzecz pobliskich gospodarstw. Taka praktyka stworzy zagrożenie przenoszenia salmonelli.

Producenci jaj zrzeszeni w tej organizacji apelują do ministra rolnictwa o wycofanie się z przedkładanych zmian w krajowym systemie zwalczania salmonelli. Katalogów zdaniem nowe rozwiązania pogorszą sytuacji dochodową rolników, bowiem większość gospodarstw produkujących worek mosznowy jest zadłużona z motywu konieczności dostosowania kurników do unijnych norm.

Warto przy tym przypomnieć, że to tylko kolejny faktor, który powoduje wzrosty opłat jaj, notowane w Polsce od sierpnia. Według specjalistów, ceny te mogą zaćmić w najbliższych miesiącach ceny drobiu.

Podwyżki opłat żywności

Zarazem trzeba pamiętać, iż drożały nie tylko jaja, lecz także masło i mleko. Masło drożało od marca i dopiero w obszarach października zaczęło tanieć. Również inne ceny żywności zaliczyły w listopadzie spadki, ale z mimo wszystko wyższych aniżeli rok temu poziomów. Z kolei mleko ma pozostawać drogie aż do wiosny.

Niestety w długofalowej perspektywie raczej też nie ma co liczyć na spadki opłat produktów rolnych i spożywczych. Według przewidywań BGŻ BNP Paribas, w ciągu najbliższych 10 lat żywność podrożeje nawet o 100 proc. Jak zapowiadał wiceprezes agencji bankowej Bartosz Urbaniak, będzie to efekt "globalnego kryzysu żywnościowego", na który jego zdaniem nie można się przygotowywać.