«Frankowicz» kontra bank. Sąd oddalił pozew

Temat: Frank szwajcarski

  • Raty kredytów frankowych mogą wzrosnąć do rekordowego poziomu
  • Coraz mniej kredytów we frankach
  • Przegląd prasy. Frankowiczom trudno wygrać z bankami
  • Przewalutowanie kredytów we frankach. Cymański: po kursie zaciągnięcia wówczas nierealne
  • Pomoc dla frankowiczów. Rząd pozytywnie o prezydenckiej ustawie

Krakowski zdanie oddalił we wtorek pozew o unieważnienie umowy kredytu we frankach szwajcarskich. Zdanie uznał, że nie dzierży podstaw do unieważnienia, ponieważ kredytobiorca zaakceptował warunki umowy i potwierdził podpisem ostrzeżenie o możliwości zmiany kursu waluty. Sąd obciążył oskarżyciela kosztami procesu w wysokości 7, 2 tys. złotych.

Sąd wyraził również opinię, że sytuacja, po jakiej znalazły się osoby, które zaciągnęły kredyt we frankach, winna być rozstrzygnięta nie na szczeblu władzy sądowniczej, ale na poziomie władzy ustawodawczej.

Oczekiwania

"Frankowicze" kontra banki. Cząstka kredytobiorców już poszła do sądu, walka trwa

W pozwie kredytobiorca Tomasz Sadlik podnosił, że nie został prawidłowo poinformowany o ryzyku walutowym i że kredytobiorca naruszył zasady współżycia społecznego. Wnosił o stwierdzenie nieważności umowy kredytowej, zasądzenie od pozwanego banku kosztów sądowych oraz wstrzymanie prowadzenia egzekucji bankowej z nieruchomości objętej kredytem i innych detali majątkowych do czasu dokończenia postępowania sądowego. Na rozprawie zmodyfikował roszczenia, dopuszczając też możliwość przewalutowania umowy dzięki złotówki.

Przedstawiciel pozwanego Raiffeisen Bank Polska wnosił o oddalenie pozwu całkowicie. Według banku wszyscy konsumenci, którzy mieli zamiar skorzystać z kredytów walutowych, byli informowani o ryzyku walutowym. Proces w tej sprawie rozpoczął się w styczniu ub. r.

Autor pozwu Tomasz Sadlik we wrześniu 2007 r. z ówczesną żoną wziął po Raiffeisen Bank Polska kredyt hipoteczny na kwotę ponad 290, 3 tys. franków szwajcarskich z przeznaczeniem na zakup nieruchomości w Krakowie. Spłata kredytu miała się zakończyć w czerwcu 2037 r. Jak podał Sadlik, pracobiorca banku zapewniał go, że wzięcie kredytu jest bezpieczne, bowiem bank posiada wystarczające zabezpieczenia na wypadek braku możliwości spłaty kredytu poprzez kredytobiorców.

PSL pisze do KNF, UOKiK i apeluje do instytucji bankowych: renegocjujcie kredyty we frankach

Tymczasem w styczniu 2013 r. bank rozwiązał umowę kredytu mieszkaniowego informując, iż prowadzić będzie egzekucję spośród nieruchomości obciążonej hipotekami, natomiast ponadto z innych źródeł majątku kredytobiorców, w tym wynagrodzenia za pracę konkretnego z małżonków. Wynikało wówczas z faktu, iż wartość kredytowanej nieruchomości jest mniejsza niż wysokość zadłużenia w stosunku do banku.

Zdaniem powoda, zawarta umowa kredytu winna zostać uznana za nieważną w całości, bo jeśliby kredytobiorcy nie pozostawali przy błędzie co do istotnych elementów umowy, w praktyce nie doszłoby do do niej zawarcia. Jak podkreślił, chociaż podpisał z ówczesną małżonką oświadczenie o świadomości zaryzykowania walutowego, to jednak klauzule te były bardzo publiczne i nie wskazywały, na czym to ryzyko miałyby polegać, a takiej wiadomości kredytobiorcy nie otrzymali od czasu pracownika banku. Do podpisania klauzul doszło też bez zaznajomienia się z nimi, w sytuacji stresu jak i również pośpiechu.

"Skomplikowane kwestie"

Sąd oddalając we wtorek pozew podkreślił m. in., iż powód jako osoba wykształcona, inteligentna i o ponadprzeciętnej wiedzy ekonomicznej powinien posiadać rozeznanie w warunkach porozumienia, jaką podpisuje. Wskazał, iż zaistnienie błędu, który skutkowałby unieważnieniem umowy, kredytobiorca powinien zgłosić do roku periodu od zawarcia umowy, a nie po sześciu czasach.

Pierwszy w Polsce pozew za pożyczka we frankach

Sąd poinformował także, że nie dopatrzył się błędu, który skutkowałby unieważnieniem umowy. Zwrócił do tego uwagę, że w przypadku zaistnienia takiego błędu umowa musiałaby być unieważniona po całości, a przecież dwa pierwsze lata jej obowiązywania były do powoda nadzwyczaj korzystne.

Jak oświadczył, nie wykazano także naruszenia zasad współżycia społecznego poprzez bank. - Nikt nie zaakceptować był w stanie przewidzieć modyfikacje kursu franka, nie wykazano, by któraś ze stron, a szczególnie pozwany pula, manipulował kursem franka – podkreślił sąd. Te wyrazu sądu wywołały komentarze wśród innych kredytobiorców zgromadzonych na sali rozpraw.

- Sytuacja, w której znalazł się powód oraz inne ludzie, które zaciągnęły kredyt we frankach, winna być w mniemaniu sądu rozstrzygnięta nie w szczeblu władzy sądowniczej, lecz na szczeblu władzy ustawodawczej. Nie ma bowiem przy tym zakresie regulacji prawnych, które rozstrzygałyby taką sytuację i mogłyby być zastosowane przez sąd. Sąd bowiem stosuje istniejące prawo i nie wydaje się być instytucją powołaną do (…) tworzenia prawa – podkreśliła sędzia w ustnym uzasadnieniu wyroku w pokazując, iż "co najwyżej ma możliwość to uczynić Sąd Najwyższy po ramach nadzoru judykacyjnego".

Kiedy bank ma możliwość wypowiedzieć umowę o kredyt? Blajer radzi

- Sąd wyraźnie i jednoznacznie wskazał, że dopiero Sąd Znakomity może rozstrzygnąć w rzeczywistości owe skomplikowane kwestie, które powstają z czegoś więcej aniżeli z litery prawa. Naturalnie złożymy apelację, chcemy osiągnąć cel do Sądu Najwyższego, stanowić może do Strasburga – powiedział dziennikarzom po anonsie wyroku powód Sadlik, inicjator powstania Stowarzyszenia na Sprawa Obrony Praw Konsumenta jak i również Obywatela "Pro Futuris".

- Naszym zdaniem zdanie dogłębnie i wszechstronnie rozważył materiał dowodowy i wydał wyrok zgodnie ze nastrojem faktycznym – powiedział dziennikarzom pełnomocnik pozwanego banku Radosław Łopiński.